Blog

-

Berlin Half Marathon – szalony weekend, amerykański chaos i przyjemne zakończenie

Berlin Half Marathon – szalony weekend, amerykański chaos i przyjemne zakończenie

Berlin Half Marathon – szalony weekend, amerykański chaos i przyjemne zakończenie

29 mar 2026

Zawody

Cross Training

Półmaraton w Berlinie

W najśmielszych myślach nie miałem pojęcia, że zwykły weekend biegowy w Berlinie zmieni się w tak niesamowitą, szaloną przygodę rodem z najlepszych szpiegowskich thrillerów. No, może odrobinę przesadzam, jednak było trochę zamieszania – blokada drogi przed startem czy zamieszanie z noclegiem :). Wszystko to jednak nic w porównaniu z tym, jak wspaniały jest to bieg, dający niezapomniane emocje i dużo mocnych wrażeń. A jednak – finalnie – został tylko uśmiech, satysfakcja i jeden z najlepszych weekendów biegowych, jakie miałem okazję przeżyć. Jeżeli myślicie o tym, by pobiec w Berlinie jeden z najszybszych półmaratonów na wiosnę, to zapraszam do lektury.


Never Ending Story

Do Berlina można się dostać na różne sposoby. Niektórzy wybierają pociąg, inni samolot, ale chyba najwygodniej – przynajmniej ja z takiego założenia wyszedłem – pojechać samochodem. Podróż zleci Wam szybko, tym bardziej jeżeli macie super towarzystwo. My z Jankesem trochę pogadaliśmy, a trochę wysłuchałem marudzenia Teksańczyka, że może to za daleko i lepiej było polecieć samolotem. Na szczęście, z racji utrzymującego się jet lagu, Amerykanin trochę spał – wtedy mniej marudził – a trochę załatwiał sprawy biznesowe- wtedy zatwierdzał jakieś przelewy lub dostawał masę bezsensownych wiadomości tekstowych - które ignorował 😂. Generalnie rozmawialiśmy o życiu bieganiu i podziwialiśmy okolicę.

Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do hotelu i okazało się, że jest mały problem z pokojem. W konsekwencji udało się to naprostować dość szybko i na szczęście nie musieliśmy nic dopłacać. Niby drobiazg, ale w takich momentach człowiek od razu czuje, że ten wyjazd nie będzie do końca „standardowy”. 


Okazało się, że hotel gościł sporą rzeszę biegaczy i z okazji półmaratonu zaraz po zameldowaniu mieliśmy bardzo przyjemne... powitanie. No i co najważniejsze- hotel był w centrum miasta niedaleko od startu.

👉 Pro tip: warto przedłużyć dobę hotelową. Start jest późno, więc możliwość zostania do 15:00–17:00 to ogromny komfort.

Jeżeli wybieracie się na bieg w Berlinie – maraton albo półmaraton – to warto rozważyć dwie opcje. 

  1. Jedna dla tych bardziej wygodnych to hotel blisko startu, najlepiej w pobliżu kolejki. Kilka stacji i jesteście na miejscu przy Bramie Brandenburskiej.

  2. Druga opcja to hotel na obrzeżach miasta. Polecam północną część Berlina. Jest tam więcej spokojnych dzielnic, tanich, przystępnych hoteli, jednak trzeba wtedy podjechać z hotelu samochodem np. do stacji kolejki, gdzie znajduje się bezpłatny parking, i dalej jechać kolejką do samego centrum. Dłużej, ale znacznie taniej. Bez względu na to, jaką opcję wybierzecie, z samochodem nie ma problemu, bo albo hotele posiadają swoje parkingi, albo jest sporo miejskich parkingów. Z takiego parkingu my skorzystaliśmy.

Pakiety wracają na lotnisko

Jest coś charakterystycznego w miastach tuż przed dużymi zawodami. Niby wszystko działa normalnie, ludzie chodzą do pracy, życie toczy się swoim rytmem… a jednocześnie gdzieś pod powierzchnią czuć napięcie. W metrze więcej sportowych kurtek. W hotelach więcej rozmów o biegu czy grupowych spotkań przedstartowych 🏃🏻‍♂️.

W tym roku organizatorzy wrócili do tradycji organizowania EXPO na starym lotnisku Tempelhof. To naprawdę spora przestrzeń, gdzie dostajecie opaskę na rękę, która upoważnia Was do wejścia do strefy startu, oraz odbieracie pakiet startowy. W pakiecie to, co najpotrzebniejsze, czyli worek na ubrania do zmiany, numer startowy i koszulka techniczna. Tak, wiem… byli tacy, co marudzili, że nic dodatkowego w tym pakiecie nie ma. Ale to powoli standard na dużych biegach. Kolega z Teksasu nie dostał worka na depozyt a ja jak sie okazało nie zamówiłem "ponczo". Na szczęście ani on ani ja nie mieliśmy z tym problemu.

Po odebraniu pakietów możecie tradycyjnie rozejrzeć się po stoiskach, na których wystawione są różne rzeczy związane z bieganiem – buty, ciuchy, okulary, żele itp.


Przed maratonem nie zachęcam do nadmiernego chodzenia po EXPO, ale przed półmaratonem pozwoliliśmy sobie trochę pozwiedzać. Oczywiście było pamiątkowe zdjęcie na ściance i udało nam się kupić fajne bluzy oficjalnego sponsora biegu.

EXPO przyzwoite, jednak to nie ten sam rozmach i wielkość co na maratonie. Jeżeli przyjeżdżacie z rodziną, to dodatkowo przy płycie lotniska są przygotowane atrakcje dla dzieciaków i food trucki z jedzeniem. Można napić się dobrej kawy i coś zjeść na szybko. My wybraliśmy powrót do hotelu, wypicie pysznej kawy w kawiarni niedaleko oraz znalezienie włoskiej restauracji serwującej pizzę i pastę. 

Uczta najpierw dla ciała, a potem duszy…

W centrum stolicy Niemiec nie ma problemu ze znalezieniem dobrych restauracji, chociaż faktycznie szybciej znajdziecie tłuste kebaby. Nie jest to jednak wybitna opcja na posiłek zaraz przed biegiem, dlatego warto wcześniej zarezerwować stolik w waszej ulubionej restauracji.

Po powrocie z EXPO zapytałem: „ile mamy czasu?” i skorzystałem z chwili, by zrelaksować się w pokoju, zanim poszliśmy naładować „węglowodany”. To też jeden z minusów jazdy samochodem – trzeba wstać wcześnie i jednak poświęcić kilka godzin na jazdę co trochę męczy.

To był strzał w dziesiątkę... bo nabrałem pozytywnej energii na resztę wieczoru, który okazał się nie mniej ekscytujący jak cały dzisiejszy dzień.


Postawiliśmy na sprawdzone włoskie jedzenie i makaron. Zamówiliśmy też napoje, które do nas nigdy nie dotarły. Jednak wybaczamy obsłudze, ponieważ naprawdę w tym dniu mieli spore zamieszanie a jedzenie było pyszne. Trochę nam zajęło skonsumowanie wszystkiego i zrobiło się dość późno. Gdy wychodziliśmy, przed wejściem do restauracji wciąż stała bardzo długa kolejka gości czekających na stolik. Zanim udaliśmy się na zasłużony odpoczynek, musieliśmy znaleźć otwarty sklep by kupic kilka rzeczy na śniadanie w tym banany na start. Zabawnie było kręcić się po nocy w centrum Berlina szukając warzywniaka. Po dłuższej chwili się udało i już lekko zmęczeni wróciliśmy do hotelu.

Kiedy po raz kolejny wszedłem tego dnia do pokoju, nagle poczułem zmęczenie całym dniem, więc szybko skończyłem analizowanie trasy i zastanawianie się, jak pobiec. Będzie jak będzie – pomyślałem. Szybka kąpiel, spokojna relaksacyjna muzyka dobiegająca z telewizora i nawet nie wiem kiedy zasnąłem w objęciach berlińskiej nocy.

Teksańska masakra – piłą mechaniczną :)

Dzień startu był słoneczny, ale bardzo zimny. Postanowiłem ruszyć na start w krótkich spodenkach biegowych, bluzie i cienkiej kurtce. Zastanawiałem się, czy biec zupełnie na krótko, czy jednak nie ryzykować. Ostatecznie zostawiłem long sleeve i koszulkę biegową. Krótkie spodenki i czapeczka dopełniały strój.


Na start dojechałem kolejką i na szczęście nie było daleko. Cały czas byłem w kontakcie SMS-owym z Amerykaninem, który jednak postanowił, że pośpi sobie znacznie dłużej. Jak się okazało, to nie był dobry pomysł. Przed biegiem głównym, ruszali zawodnicy na rolkach i wszystkie drogi zostały zablokowane. To skutkowało tym, że jeśli pomyliłeś się i wybrałeś inny pociąg, to niestety mogło się okazać, że ciężko było dostać się już do strefy startowej.

Kiedy dostałem od niego wiadomość, że jednak nie wystartuje o czasie, tylko znacznie później, wiedziałem, że coś jest nie tak. Chłopak utknął przy Bramie Brandenburskiej i niestety wściekły musiał ruszyć w innej strefie czasowej. Potem cały czas narzekał, że to najgorsza organizacja biegu na jakiej był. Trochę ma rację- bo faktycznie w Chicago organizacja była idealna i na start dotarliśmy bez problemu. Tutaj myślę, że głównym powodem zamieszania był fakt, że wyszedł zbyt późno z hotelu- a ja go ostrzegałem:)

W Berlinie przejście do strefy startu jest czasochłonne i trzeba się przygotować, że zajmuje trochę czasu. Strefa jest odgrodzona jedynie dla biegaczy i osoby towarzyszące muszą zostać już w okolicy Bramy Brandenburskiej. Potem przechodzi się po dużej łące do małego miasteczka biegaczy. Tutaj zaczynają się samochody i namioty z depozytami, a my idziemy dalej przez park do stref startu. Strefy są dobrze oznaczone i bez problemu wiadomo, gdzie kto ma się poruszać.


Byłem trochę wcześniej, więc zacząłem lekko truchtać po parku w nadziei, że kolega do mnie dotrze. Jednak niestety nie udało się i dziesięć minut przed rozpoczęciem biegu powoli szedłem do swojej strefy. Czułem się dobrze, byłem spokojny i cieszyłem się, że mogłem dotrzeć wcześniej na start i poczuć atmosferę zawodów. To była miła chwila – mając przed samym startem okazję nacieszyć się pięknym widokiem zadowolonych i podekscytowanych biegaczy. Przed startem przebiliśmy sobie "piątkę" i życzyli powodzenia i zaczęło się odliczanie. Ruszyliśmy…

Pacemakerzy to fajni faceci, ale…

Strategię miałem bardzo prostą. Nie bardzo wiedząc, na co mnie stać po tak beznadziejnych zimowych przygotowaniach, postanowiłem, że co najmniej do 10 kilometra będę się trzymał „baloników” na 1:25, a potem zobaczymy, czy uda mi się przyspieszyć. I tak zrobiłem.

Pierwsze kilometry właściwie zleciały luźno, przyjemnie i bez większej historii. Po 5 kilometrach czułem już, że tempo na 1:25 jest bardzo komfortowe i tylko kontrolowałem, żeby baloniki zbytnio mi nie uciekały. I znowu przekonałem się, jak bardzo jest to szarpane tempo. Nie było w tym płynności i jeżeli ktoś celował w 1:25 na swój rekord życiowy, to biegnąc z grupą pacemakerów, sporo ryzykował, bo chłopaki chyba nieźle się bawili, szarpiąc tempo niesamowicie. Ciekawa strategia.


Od 10 kilometra zacząłem nabierać tempa. Lekko przyspieszając, starałem się rozglądać po okolicy i przypomnieć sobie fragmenty trasy, jakie pokonywałem 2 lata temu podczas maratonu. Od 14 kilometra już wiedziałem, że pobiegnę szybciej, niż zakładałem tydzień przed zawodami, i zacząłem po prostu cieszyć się biegiem.

Kiedy mijasz Bramę – zawsze są emocje

Trasa w Berlinie jest płaska jak stół – czasem nawet macie wrażenie, że przez jej większość biegniecie z górki. Nie będę opisywał poszczególnych etapów biegu, bo wszystko opisałem w tym wpisie.

Niestety dzisiaj mocno wiało i dodatkowo końcówka jest nieźle pokręcona. Na nieszczęście, biegnąc do „zawrotki”, widzicie biegaczy, którzy już wracają w kierunku mety. To najtrudniejsza część – nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Na szczęście jest coraz więcej kibiców, którzy dopingują Was z całych sił.

Dobiegając do zawrotki, pozostają Wam niespełna 4 kilometry do mety, z czego ostatni kilometr jest bardzo przyjemny. Super kibice, w oddali już widać zarys Bramy Brandenburskiej i zaraz za nią wpadacie na linię mety. Super uczucie, kiedy przebiegacie przez Bramę. Robię to trzeci raz i naprawdę się nie nudzi.


Przebiegłem półmaraton w Berlinie w czasie 1:23:59, czyli o 30 sekund lepiej, niż zakładałem. Jestem zadowolony – przede wszystkim z tego, jak ten bieg się ułożył. Pobiegłem bardzo spokojnie do 10 km, a potem cały czas lekko przyspieszałem. Idealny negative split, czyli tak jak lubię, i naprawdę doskonałe samopoczucie na mecie.

Ten bieg w ogóle mnie nie zmęczył. I pokazał jeszcze jedną rzecz – nawet z bardzo słabymi przygotowaniami, z połowiczną formą, bez problemu biegam poniżej 1:24:00. To pocieszające, szczególnie przed kolejnym półmaratonem i jesiennym maratonem. Na tym, co jest, można zbudować formę i pomarzyć o 1:20:00 po wakacjach. A jak będzie – zobaczymy. Emocji na pewno nie zabraknie, tym bardziej że jesienne biegi będą naprawdę epickie i coś czuję, że będą niezapomniane i zmienią przyszłość.


Szedłem tak sobie w kierunku depozytów popijając pyszne piwo 0% i zastanawiając się czy jeszcze tu kiedyś nie wrócić na maraton by przebiec go jeszcze raz. Zobaczymy… na pewno nie w tym roku!

Nasłuchałem się też marudzenia jaka ta organizacja w Berlinie jest fatalna i że kolega ze Stanów musiał zaczynać swój bieg z bardzo wolnej strefy. Powiedziałem mu, żeby się cieszył, że w ogóle wystartował. Co więcej także i on był zadowolony z biegu. Dlatego można powiedzieć, że z Berlina wszyscy wracaliśmy "z tarczą" Teraz bedzie czas na świętowanie, odpoczynek i rozpoczęcie nowych przygotowań do jesiennych zawodów.

Niesamowity weekend i potwierdzenie czegoś wyjątkowego

Pewne relacje pozostają na lata. Czasem tworzą się ciekawe przyjaźnie, a jeszcze czasem nawet coś więcej. Nigdy nie wiemy, kogo spotkamy na naszej drodze biegowej. Sami musimy pomóc swojemu szczęściu.

Ponad 3 lata temu napisałem maila do Steva Sissona z pytaniem, czy znalazłby czas dla mnie i porozmawiał o bieganiu. Z tego powstała bardzo fajna relacja trenerska – może nawet kumpelska. Dzięki temu poznałem też super biegaczy z grupy Telos. Kiedy po raz pierwszy widzieliśmy się na maratonie w Sewilli, Amerykanie przyjęli mnie bardzo ciepło. Potem, na maratonie w Chicago, tylko potwierdziło się to, że to super ludzie. Jeden z nich spędził u mnie kilka dni i ruszyliśmy do Berlina. Za chwilę to ja lecę do Teksasu, spędzić z nimi czas i pobiegać razem na treningach.


W życiu często przypadek decyduje o tym, jak potoczy się nasza przyszłość. Często ten przypadek okazuje się czymś dobrym, a niekiedy niestety czymś, co trzeba zostawić za sobą. U mnie ostatnio na szczęście dzieją się rzeczy dobre, a nawet wyśmienite. Biegając samotnie po lokalnych trasach, odnalazłem to, co myślałem, że już bezpowrotnie stracone. Jednak wszystko wskazuje na to, że co najlepsze dopiero przed nami :)

By coś zmienić, często trzeba ryzykować, podejmować trudne decyzje. Często, jeżeli zbyt długo z czymś zwlekamy, bo wydaje nam się, że nie mamy siły, odwagi lub że coś jest trudne, to potem okazuje się niejednokrotnie, że jednak trzeba było to zrobić dużo, dużo wcześniej i że „strach ma wielkie oczy”. Jednak by to zrobić, potrzebujemy wokół siebie osób, które będą nas wspierać i zmotywują do działania.

Ze mną na szczęście zaczynają podążać osoby właściwe. Ależ cudownie się ten rok zaczyna… a to dopiero początek.

Przed nami długi sezon biegowy. Ruszyły największe maratony. Dlatego życzę Wam cudownych emocji, wspaniałych wyników i abyście odnaleźli własną drogę do celu. Pamiętajcie – tym celem nie zawsze musi być nowa życiówka. Czasem to zmiana, inne spojrzenie na trening, na ludzi wokół siebie czy na swoje potrzeby. Cokolwiek postanowicie, pamiętajcie, że nie warto czekać, ale ruszyć za Waszą intuicją, bo ona zazwyczaj nas nie zawodzi.

Liczby które maja znaczenie:


Rozpocznij Przygodę z Amerykańskim Systemem Treningowym

Pobierz bezpłatny 7-dniowy plan treningowy oparty na metodologii Telos i przekonaj się, jak amerykański system treningowy może zmienić Twoje bieganie. Dodatkowo otrzymasz praktyczne wskazówki, jak analizować swoje treningi.